Jeździliśmy także za rzekę do Kurpiów. Nie lubił ich wariantów; mawiał, że „śpiewajo jak dziekie”. W Dębnikach, rodzinnej wsi Jego matki Marcjanny, zatrzymywaliśmy się u dziewięćdziesięcioletniego letniego Romualda Parzycha. Wielce pouczające to były wizyty – okazało się bowiem, że Kurpie dysponują dużą ilością nieskodyfikowanych, endemicznych pieśni nabożnych. W Mątwicy wyłowiłem przez te lata tylko jedną.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy na dwa lata przed śmiercią Pan Jan olśnął i wysypał jak z rękawa jeszcze kilkadziesiąt nieznanych mi pieśni (m.in. Miałem Jezusa z serca kochanego; Jezu mój litościwy; Ej, kto na pomoc wzywa Onufrego).

Dopytywałem się też o Mszę sprzed reformy. Twierdził, że zmiany niczego dobrego nie wniosły, a zepsuły wiele. Szczególnie tęsknił za dniami krzyżowymi ze śpiewaną Litanią do Wszystkich Świętych i nieszporami. Śpiewał z pamięci „Asperges me” i „Salve Regina”, oraz „Kyrie”, „Sanktus” i „Agnus” z Mszy o Aniołach.

Na Jego pogrzebie, z głośników ustawionych przez firmę pogrzebową, popłynął włoski śpiew operowy.

adam strug

wróć

Aktualności

Monodia na fb

Wejść na stronę: 1225 (Dziś: 1)